Urodziłam i się zdziwiłam

Robisz test ciążowy. Druga kreska ledwo widoczna. Właściwie widzisz ją tylko Ty. Więc robisz następny. To samo. Czekasz kilka dni i powtarzasz test znowu dwa razy. Kreska troszkę mocniejsza, ale to dalej nic pewnego. Wreszcie badanie krwi wszystko potwierdza. Jesteś w ciąży! Na twarzy wielki uśmiech, łzy szczęścia płyną po policzkach. Jest! Wreszcie to o czym marzyłaś latami. Całe 9 miesięcy dbasz o siebie, myślisz o dziecku. Jesz zdrowo, spacerujesz, odmawiasz sobie niezdrowych przyjemności. Nad wszystkim co robisz zastanawiasz się dwa razy- czy Ci wolno. Nad wszystkim co zjesz także. Zapominasz o lampce wina, zimnym piwku czy papierosie. Zapominasz o gorących kąpielach bo przecież się nie powinno. Rezygnujesz z imprez bo za głośno. Chcesz być najlepszym domkiem dla swojego rosnącego w Tobie dziecka. Znosisz zgagę, nocne skurcze, bóle pleców, nóg, brzucha, bezsenne noce, niewyspanie z powodu tego, że żadna pozycja już nie jest dobra i zmęczenie w dzień. Zadyszkę po wtoczeniu się na pierwsze piętro. Cierpliwie milczysz kiedy z całej Twojej szafy pełnej ubrań mieścisz się w 2 bluzki i jedne leginsy. W 9 miesiącu brzuch wydaje Ci się wielki jak u słonia. Męczysz się i nie możesz już doczekać kiedy dziecko przyjdzie na świat. A właściwie kiedy wreszcie z Ciebie wyjdzie! Myślisz sobie: "Już niedługo! Wytrzymam! Wkrótce sobie odbiję".

I jest! Rodzisz! W szpitalu 2 dni i powrót do domu. I co? I okazuje się, że teraz dopiero się zaczyna. Nie dość, że boli to jeszcze nie można ogarnąć laktacji. A do tego kiedy chcesz karmić piersią – tego nie zjesz, tamtego też nie. Tego nie można, tamtego się nie powinno. Tego nie używaj, tamtego nie stosuj. Wszystko szkodzi. Całe Twoje myślenie znowu nastawione jest na to "czy mi wolno". I właściwie znowu okazuje się, że wolno Ci niewiele. Chyba jeszcze mniej niż w ciąży. Dla kogoś, kto tak jak ja ceni dobrą kuchnię i celebruje posiłki a nie tylko zatyka kichy, to koszmar! Co jeszcze dostajesz w gratisie? No przecież po porodzie miałaś wreszcie móc założyć te wszystkie ubrania, w które z wiadomych przyczyn nie mieściłaś się w ciąży. A tu bęc! Twoja figura w niczym nie przypomina tej przed porodem. I nawet jeśli w ciąży przytyłaś niewiele (ja tylko 11kg), i przez całą ciąże nie miałaś ani jednego rozstępu (ja nie miałam) to dostajesz zupełnie nowe ciało. Nowe i niekoniecznie piękne. Wręcz przeciwnie- zdecydowanie takie jakiego nie chcesz. I niby przez 9 miesięcy szykujesz się na to. Niby wiesz, że na pewno się zmieni. Niby wiesz, że to normalne. Ale i tak jest szok. Nikt poza Tobą tego nie widzi. Bo w ciuchach wyglądasz ok. Ludzie mówią, że wyglądasz super, nic nie przytyłaś. Co z tego. To nie o kilogramy tu chodzi. Okazuje się, że tych wszystkich ubrań w szafie wcale nie tak dużo. Niby się mieścisz ale W MIARĘ dobrze wyglądasz w jedynie kilku więcej, niż wtedy kiedy jeszcze miałaś wielki brzuchol. I nawet jeżeli kilka sukienek okazuje się dobrych to przypominasz sobie, że karmisz piersią. I nie założysz nic, co nie pozwala w szybki i mało inwazyjny sposób przystawić dziecka do piersi. Bóle krzyża, bóle wszystkich stawów. Wypadające garściami włosy. No i nowa rola. Bo przypominam, że zostałaś mamą! Więc do tego wszystkiego dochodzi jeszcze opieka nad noworodkiem. Uczenie się go, uczenie się jego potrzeb i zachowań. Zwłaszcza jeżeli to nasze pierwsze dziecko. Wszystko po omacku, wszystko na czuja. Wszystko metodą prób i błędów. Wszystko z nadzieją, że nie okazujesz się być najgorszą matką świata. Milion dylematów, milion "złotych rad" od niepytanych, bo przecież oni wiedzą lepiej jak wychowywać Twoje dziecko. I nawet nie próbuj narzekać na cokolwiek! Na ból czy na zmęczenie chociażby psychiczne. Nie żal się nikomu. Nie próbuj bo "przecież chciałaś dziecko..". Tylko, że chcenie czy nie chcenie w tym momencie nie ma tu nic do rzeczy. Bo to niczego nie zmienia. Dalej chcesz! Ale jesteś tylko człowiekiem.

Oj tak… Macierzyństwo. To ciekawa sprawa. Sądzę, że każdy etap ma swoje koszmarki. Ale ten początek dla mnie był ciężkim szokiem. Teraz sama śmieję się z siebie pod nosem jak przypominam sobie swoje kolorowe i lukrowane wyobrażenie o początkach macierzyństwa kiedy jeszcze byłam w ciąży. Boże, dziewczyno! Co Ty sobie myślałaś?!

I po co to wszystko? O co tu chodzi? Podsumowując- o to, że mimo wszystko nie oddałabym tej mojej Małej Pyzy za nic na świecie! Ani za najlepszą figurę, ani za najlepsze posiłki, ani za spokój, relaks, przespane noce, zero bólu w każdym z bolących miejsc. Za żadne skarby tego Świata! Bo to Ona jest moim Skarbem. Okupiona tym całym bólem, rozczarowaniem, poświęceniem i wyrzeczeniem. Ale jeżeli to jest cena, którą trzeba za to zapłacić to idę w to bez sekundy namysłu. I potrafiłabym znieść jeszcze dużo dużo więcej. I mam nadzieję, że jeszcze będzie mi dane, bo to właśnie w macierzyństwie jest najpiękniejsze.

niemowlę niemowlę niemowlęniemowlęniemowlę
 

 

  • Agnieszka

    Bardzo fajny wpis utozsamiam się z nim dokładnie za nic na świecie nie oddala bym mojego Kubusia i dla niego mogłabym znieść wszystko