Skok nie taki straszny

…jak go wszyscy przedstawiają. Mimo tego, że zachowanie Zosi idealnie wpisywało się w najczarniejszy scenariusz skoku rozwojowego. Mimo tego,że przez jakiś czas na prawdę było źle. Nie tyle z nią co ze mną. Z nami. Z moją głową i moim małżeństwem. Próbowałam bowiem walczyć z tym. Miałam nadzieję, że uda mi się wygrać. Otóż taktyka ta była totalnie zła. Zapewniam was, drodzy rodzice zmagający się z którymkolwiek skokiem rozwojowym waszego dziecka (bo niestety w pierwszym roku jest ich kilka, a każdy następny dłuższy i gorszy), nie wygracie! Nie macie szans. Zamiast się szarpać, niszczyć relację z dzieckiem i współmałżonkiem, mieć pretensje do siebie i wyrzuty sumienia, radzę spróbować tego co ja. 

Do myślenia dało mi niby zupełnie zwyczajne zdanie, które skierował do mnie mój Tato dokładnie tydzień temu: "Nie bądź wrogiem dla własnego dziecka". Pomyślałam i doszłam do wniosku, że to właśnie robię. Walczę z nią, nie próuje zrozumieć, jestem wredna, robię z siebie ofiarę przedstawiając własną córkę jako niezwykle wymagające i ciężkie do wychowania dziecko, biadole i narzekam, nie próbując zrobić z tym tak na prawdę nic, żeby było lepiej. Byłam wrakiem. Zarówno psychicznym jak i fizycznym. Umęczona tym wszystkim do granic możliwości. Wiecznie zdenerwowana. Burczałam na wszystkich i na wszystko. Ale dopiero Tato uświadomił mi co tak na prawdę robię źle.

Skok rozwojowy według książkowej definicji jest to etap w rozowju dziecka, który poprzedza załapanie jakichś nowych umiejętności. Dziecko w tym okresie jest marudne, gorzej śpi i je. Wybrzydza, można odnieść wrażenie, że samo nie wie czego właściwie chce. Wydaje się, jakby zapomniało to czego nauczyło się już do tej pory. Można powiedzieć, że cofa się w rozwoju. A wszystko dlatego, że ucząc się nowych rzeczy, musi włożyć w to niezwykle dużo wysiłku, to jest ogromny stres dla dziecka i zanim przyswoi nowe umiejętności musi je jakby zakodować u siebie na stałe, przez co właśnie zachowuje się nieznośnie. Ale po tym ciężkim okresie marudzenia i wykańczania rodziców, właściwie z dnia na dzień ma się do czynienia z zupełnie inny dzieckiem. Budzi się pewnego dnia i jakby przez noc podmienili nam dzieci. Nagle wszystko wraca do normy tyle, że dziecko posiadło jakąś nową umiejętność lub umiejętności. Skok taki trwa od kilku dni do nawet kilku tygodni. Pierwsze skoki są bardzo krótkie. Często niezauważalne. Im dziecko starsze tym większe przed nim wyzwania i skoki trwają odpowiednio dłużej. 

Obecny skok Zosi trwa od początku grudnia. Zaczął się tym, że któregoś dnia Zosia usypiana na którąś dzienną drzemkę nie dała się odłożyć do swojego łóżeczka. A później już było tylko gorzej. Później nie dawała odłożyć się w ogóle, spała na rękach. Uśpienie jej graniczyło z cudem. Jak już zasnęła to wybudzała się co chwilę. W nocy potrafiła co 10 minut płakać i nie dało się jej uspokić ani noszeniem, ani przytulaniem ani piersią. W czasie kiedy nie spała nie dała się odłożyć nawet na sekundę. Ciągle na rękach i to najlepiej moich. Nie chciała się bawić, nie bawić, przytulać i nie przytulać. Wszystko było na nie. Była śpiąca ale nie chciała spać. Marudziła, jęczała. Nie chciała jeść chociaż była głodna. Podczas karmienia wszystko ją rozpraszało. Szarpałam sie z nią przy piersi bo ciagle odwracała głowe i interesowała się wszystkim naokoło nawet jak byłysmy w pokoju tylko we dwie. Obecnie stanęło na tym, że Zosia śpi z nami w łóżku. Usypiamy ją w nosidełku bo tylko tak da się uspić i to też nie zawsze. Śpi z nami bo miałam dosyć wstawania co 10 minut. Z jedzeniem też póki co się nie popraiwło. Jej skok jeszcze się nie skończył ale przez ten czas zdążyła nauczyć się czołgać, siedzieć, stać i raczkować. Dokładnie w takiej kolejności. Tyle ważnych i trudnych umiejętności w ciągu półtora miesiąca. Nie dziwne, że tak się zachowuje. I nie dziwne, że miałam dosyć. Zwłaszcza chcąc do tego wszystkiego robić te wszystkie rzeczy naokoło, które chciałam robić ja.

Wykończyłabym siebie, ją, nas. Byłam na dobrej drodze. Ale przemyślałam to i  zmieniłam taktykę. Wiem, że jej zachowanie nie jest wieczne i wreszcie się skończy. Na razie ona ucząc się tego wszystkiego potrzebuje mnie, mojej uwagi, miłości, cierpliwości i zrozumienia. I jestem dla niej. Zostawiłam dom, obiady, siebie. Jak Zosia nie chce spać to nie usypiam jej na siłę. Nawet w nocy. Budzi się i chce bawić, ok. W końcu przecież się zmęczy i zaśnie. Po co się stresować? Do tej pory mówiłam sobie, że noc jest od spania i ONA MUSI SPAĆ! Denerwowałam się na nią, a przecież Zosia jest malutka, nie zrozumie tego. I nie robi tego celowo. Zrozumiałam to. Wcześniej chciałam mieć porządek na okrągło. Spinałam się bo łóżko nie pościelone, pranie nie ściągnięte, naczynia w zlewie, tyle rzeczy do zrobienia a Zośka wiecznie płacz i marudzenie. Wcześniej obiad musiał być, bo tak sobie wymyśliłam. Takie wymogi postawiłam sobie sama. Totalnie bez sensu. A często nie byłam w stanie ugotować nawet wody na herbatę bo Zośka z lamentem wisiała przy mojej nodze. Chciałam gotować, robić zdjęcia i wrzucać nowe wpisy na bloga, stresowałam się bo ona mi na to nie pozwalała. Wymyślałam sobie co będę robić wieczorem jak Zosia już zaśnie a ona akurtat wtedy zasnąć nie chciała. Planowałam a ona krzyżowała moje plany. Wiec byłam w wiecznych nerwach. Bo wiecznie miałam wrażenie, że coś nie skończone. Odpuściłam. Dałam sobie spokój. Mam bałagan bo rzadko sprzątam- tylko wtedy kiedy tato Zosi jest w domu i to też nie zawsze. Obiad gotuję jak mam czas a jak nie mam to obiadu nie ma. Bloga olałam, facebooka nie sprawdzam. Nie planuję. I mimo, że czasu dla siebie praktycznie totalnie brak to wiecie co? Jestem szczęśliwsza i zdecydowanie spokojniejsza. Jestem dla niej. Bo to ona jest najważniejsza. A ten czas, jak pisałam, nie będzie trwał wiecznie. Więc bawimy się cały dzień, spacerujemy, gilgamy i śmiejemy się, utrwalamy nowe umiejętności i spędzamy czas razem. W naszym brudnym domu mieszka teraz szczęśliwa mama czerpiąca radość z macierzyństwa, spokojnieszy tato i dziecko mające świadomość, że może na nas polegać. Przestałam być wrogiem dla własnego dziecka.

IMG_4505 IMG_4547 IMG_4557 IMG_4508 IMG_4560 IMG_4562 IMG_4528 IMG_4572 IMG_4568