Pozwalam jej nabić sobie guza

"Uważaj bo spadniesz", "Zejdź stamtąd bo zrobisz sobie krzywdę!", "Nie bierz tego bo się pobrudzisz", "Nie biegaj bo się przewrócisz". Brzmi znajomo, nie? To normalne zdania wypowiadane przez większość rodziców kilkadziesiąt razy w ciągu dnia. Nie wydają się niczym nadzwyczajnym- ot zwykła troska o ukochane dziecko. Od czego bowiem są rodzice, jak nie od ochrony, prawda? Jednak te powszechne, niepozorne komunikaty mogą wyrządzić więcej szkody niż pożytku. 

Małe dzieci uczą się przez doświadczenie. Za nic mają epitety typu: gorące, ostre, niebezpieczne, brudne. Nic im one nie mówią. Niestety nie da się skutecznie wytłumaczyć małemu dziecku słowami, że nie należy dotykać kubka z herbatą bo się poparzy. Samo musi wsadzić tam palec i zobaczyć, że boli. To samo tyczy się większości rzeczy, które dziecko robi w ciągu dnia. Ono cały czas się uczy. Wspinając się na taboret, nie robi nam na złość. Mimo, że milion razy prosiliśmy, żeby tego nie robiło bo może spaść. Ono uczy się swoich ograniczeń, wyznacza sobie cele i zadania do zrealizowania. A nasze komentarze w stylu "Uważaj!", "Nie rób!", "Zejdź", zakorzeniają się w nim jako "Nie uda Ci się", "Nie warto się starać", "Nie próbuj bo i tak nie osiągniesz celu". 

Pewność siebie to jedna z najbardziej pożądanych cech w życiu człowieka. Bez niej niezwykle trudno osiągnąć cokolwiek. Dzięki niej czujemy się wartościowymi ludźmi, szanujemy siebie i mamy świadomość, że zasługujemy na szczęście. Czy nie każdy rodzic chciałby tego dla swojego dziecka? Dlaczego zatem odbieramy im wrodzoną siłę? Uczymy, że nie warto, zabierając im najcenniejszy dar- wiarę we własne możliwości? Odpuśćmy trochę. Dajmy im szansę. Stańmy z boku i pozwólmy pokazać sobie na jak wiele stać nasze dzieci kiedy ich nie ograniczamy. Wiadomo, że robimy to w dobrej wierze. Jednak zagłaskać też można na śmierć. Chrońmy przed prawdziwym niebezpieczeństwem ale bez przesady. 

Zanim zostałam mamą na wszystkie wywrotki, wspinaczki i "ekstremalne" zabawy innych dzieci reagowałam strachem. Mroziło mi krew w żyłach jak widziałam kombinacje i nabite guzy, zrywałam się na ratunek. Myślałam, że będę mamą, która biega za dzieckiem i zbiera mu spod nóg wszelkie przeszkody wiedząc jednocześnie, że nie jest to dobre. Obawiałam się, że będę nadopiekuńcza i nie będę potrafiła nad tym zapanować. Zdziwiło mnie jednak z jaką łatwością przyszło mi stanie z boku i przyglądanie się jak Zosia radzi sobie sama. Nie wiem skąd się to wzięło, ale jestem odporna na jej wywrotki i upadki. Jestem obok jak boli za bardzo i potrzebuje się przytulić. Czekam z otwartymi ramionami i pocałunkiem leczącym wszelkie urazy. Ale nie chronię jej przed nabiciem sobie kolejnego guza czy zdarciem kolan. Pozwalam jej podjąć to ryzyko, poznać siebie i to na co ją stać. Dowiedzieć się co już potrafi a nad czym jeszcze musi popracować. Jak ma się tego nauczyć jak nie przez próby właśnie? Więc wspina się na ten taboret, wózek, schodki i kanapę. Spadnie raz, drugi, trzeci. Ale za czwartym wdrapie się na samą górę i stanie tam szczęśliwa, pokazując mi, że jej się udało. Przekona się, że jest w stanie osiągnąć wszystko co sobie założy. Zobaczy, że upadki to nie powód do rezygnacji z celu, że ich ilość świadczy tylko o tym z jaką determinacją próbowała a nie o tym, że cel jest nieosiągalny. Zaufajmy własnym dzieciom. Nie podcinajmy skrzydeł. Pozwólmy im nauczyć się latać. Duma z osiągnięć własnego dziecka jest cudownym uczuciem. Serio. 

drewniany wózek dla lalek drewniany wózek dla lalek drewniany wózek dla lalek drewniany wózek dla lalek drewniany wózek dla lalek drewniany wózek dla lalek drewniany wózek dla lalek drewniany wózek dla lalek drewniany wózek dla lalek