Karm matko i nie miej życia

Niedawno na blogu pojawił się post o karmieniu piersią. Pierwszy post poświęcony temu tematowi. Ten będzie drugi. Smutniejszy. Nie będzie prawdziwszy, bo tamten był prawdziwy. Ale ten będzie zdecydowanie bardziej życiowy i przyzimny. Uważam bowiem, że karmienie piersią jest głównym powodem wszyskich moich załamań psychicznych od początku macierzyństwa. Nie sam fakt zostania matką. To myślę nie przysporzyłoby mi tyle stresu gdyby nie fakt, że postanowiłam karmić piersią. Prawda jest taka, że jak na coś się uprę to tak będzie. Będę przekonywać cały świat do swoich racji, tak na prawdę próbując bardzo często przekonać samą siebie. I tak chyba było z naszą mleczną drogą. Doskonale wiem, jak dużo przekazuję Zosi każdego dnia karmiąc ją swoim mlekiem. Doskonale wiem, że to nie tylko jego skład odgrywa tu ważną rolę ale również bliskość, zaspokajanie potrzeby ssania w zdrowy, naturalny sposób. O zaletach karmienia piersią można przeczytać i usłyszeć mnóstwo. Mało jednak kobiet, mam wrażenie, ma odwagę powiedzieć jak jest na prawdę, odkłądając na bok całą tą wyższość mleka mamy nad mlekiem modyfikowanym. Sądzę, że nie jestem jedyną, która tak ma. 

Rodzi się dziecko. Na matkę spada ogrom wyrzeczeń. Zupełnie nagle! Niby wiadomo, że "wszystko" się zmieni. Całą ciąże czekamy przecież na te zmiany. Szykujemy się kilka dobrych miesięcy. Ale śmieszne jest to, że żadna nie podejrzewa, iż owe "wszystko" to na prawdę jest WSZYSTKO. Nie dość, że nowa rola, okazuje się, że tak na prawdę nic nie umiesz, że te wszystkie teorie to o kant dupy rozbić, wszystkiego trzeba nauczyć się na własnej skórze. To jeszcze możesz pożegnać dawne życie raz na zawsze. Nieważne co robiłaś wcześniej, jak spędzałaś czas. NIC już NIGDY nie będzie takie samo. Owszem, można nadal robić rzeczy, które się lubiło- podróżować, uprawiać sport itp. da się to pogodzić z dzieckiem, ono nie jest przeszkodą. Jest tylko powodem dla którego te wszystkie rzeczy robimy już w nieco inny sposób. Ustawiając wszytko pod nie. Ale oczywiście DA SIĘ. Jednak już nie tak łatwo i beztrosko jak do tej pory. 

Kupno chleba po drodze do domu kiedy nagle przypominamy sobie, że na śniadanie poszła ostatnia kromka- taka banalna czynność, zatrzymujesz się w sklepie, wysiadasz, kupujesz chleb i wracasz. Proste. Jak nie jesteś matką na macierzyńskim. W przeciwnym wypadku, gdy jest z Tobą dziecko, zaczyna się gimnastyka. Z młodszym trzeba targać ze sobą nosidło samochodowe ciężkie jak czołg, drzeć je przez cały sklep bo przecież do wózka w zwykłym spożywczaku nie wlezie, potem uspokajać wrzeszczące z gorąca niemowle stojąc w kolejce, bo przecież nie będziemy go rozbierać jak tylko po chleb. A jak dziecko starsze to wypinać z fotelkia, targać do sklepu na rękach jak jeszcze nie chodzi a potem w kolejce próbować je czymś zaciekawić, żeby nie wyginało się na wszystkie strony chcąc poraczkowac sobie po posadzce, trzecią ręką trzymając chleb a czwartą szukając drobnych w portfelu. A jak zupełnie starsze i chodzące to wiadomo- drobne nie wystarczą bo trzeba będzie kupić jeszcze pół sklepu z działu ze słodyczami i drugie pól z działu z pierdołami. Albo znosić wzrok ludzi gapiących się na nasze dziecko rzucające się po podłodze bo jednak wzięłaś tylko drobne na chleb. No wyczyn normalnie. Od razu stwierdzasz, że bez pieczywa jakoś wyżyjecie. 

Mnósto takich właśnie wcześniej totalnie banalnych czynności jest w tym momencie niewykonalnych albo tak trudnych do wykonania, że często się poddajesz. Matka musi totalnie przeorganizować swoje życie. Z mnóstwa rzeczy zrezygnować zupełnie, a resztę zorganizować logistycznie, nauczyć się wykonywać od nowa. Do tego ogrom zadań, ogrom obowiązków, wiecznie coś na głowie no i ciągle dziecko przy boku. Już nie jesteś sama, nawet w najbardziej intymnych sytuacjach. Ciągle jesteś z dzieckiem. Zanim przyzwyczaisz się do nowej roli, kilka razy zdarzy Ci się myśleć, że za sekundę zwariujesz. Co wtedy? Podrzuć dziecko do dziadków a Ty odpocznij. Spędź dzień bez dziecka. A kurde, sory. Karmisz piersią przecież. Noo… to spędź bez dziecka najwyżej 2-3 godziny ciągle jednak myśląc, czy to aby czasem nie za długo, karmisz bowiem na rządanie i co jak akurat teraz chce mu się pić? 

Ooo w kinie super film. Wybierzemy się z mężem! Przecież nadal jesteśmy małżeństwem, kochamy się, chcemy spędzić trochę czasu sami. Ok, dziecko do ciotki a my pójdziemy do kina! Pod warunkiem oczywiście, że film trwa najwyżej 2 godziny, razem z reklamami i dojazdem to i tak będzie minimum 2,5 godziny poza domem. Noo i oczywiście, że ciocia i mąż mają dzień wolny i że w którymś kinie grają coś fajnego koło południa. Na wieczór bowiem musisz być w domu. Przecież karmisz piersią. Bez Ciebie dziecko nie zaśnie.

Cierpisz ostatnio na zawroty głowy, bóle, ogólnie czujesz się do dupy? Idziesz do lekarz, robisz badania i słyszysz, że to przemęczenie. Zwykły stres i przemęczenie. "Proszę odpocząć, wyspać się". I uświadamiasz sobie, że nie przespałaś ciągiem 4 godzin od kilkunastu dobrych miesięcy. Już pod koniec ciąży bowiem miałaś problemy ze snem. A teraz mimo, że dziecko już ma prawie rok, nadal budzi się średnio 5 razy. Karmisz bowiem piersią. Często budząc się wcale nie chce jeść. Chce sobie po prostu pociućkać mamę. Ale nieważne czy je czy nie- Ty i tak musisz się obudzić i przystawić bo inaczej się nie uspokoi. 

Stresujący dzień- ząbkowanie, marudzenie, do tego pogoda do dupy więc od kilku dni siedzisz z dzieckiem w domu. Marzysz o tym, żeby ubrać się, trzasnąć drzwiami i odpocząć. Albo chociaż o kąpieli i lampce wina dla relaksu. Kąpiel owszem, ale popijając mleko co najwyżej.

Grają fajny koncert, wszyscy znajomi idą. Masz ochotę pójść, wyluzować się. W końcu należy Ci się jak nikomu innemu. Siedzisz bowiem non stop z dzieckiem i od 10 miesięcy nigdzie nie byłaś. Napiłabyś się drina, zapaliła, pośmiała ze znajomymi- jak dawniej. Może by tak zostawić dziecko u dziadków na noc i zaszaleć wreszcie? A! Nie możesz…przecież karmisz piersią. Co zrobią dziadkowie jak dziecko obudzi się w nocy na cyca? 

No ok, to chociaż z koleżankami na miasto. Poplotkujecie, poobgadujecie facetów, zjecie dobrą pizze. Nie musisz przecież od razu pić alkoholu. Wrócisz za kilka godzin i będziesz karmić w nocy. Z dzieckiem zostanie tata. Przecież to też jego dziecko. Może zostać. Może, owszem. Nakarmisz przed wyjściem, uśpicie i pójdziesz. Masz przynajmiej 3 godziny więc na chwilę się wyluzujesz. Szkoda tylko, że dziecko na pewno obudzi się zaraz po Twoim wyjściu i niestety tylko pierś będzie w stanie je uspokoić. Tata więc telefonem alarmowym będzie ściągał Cię z wypadu zanim zdażysz w ogóle zaparkować samochód.

Wiadomo, że każda matka jest uwiązana. Ale zapewniam, że ta karmiąca piersią jest uwiązana za obie ręce i obie nogi. Ba, za szyję nawet mam wrażenie. Pal sześć jak jeszcze jesteś w stanie odciągnąć mleko. Wtedy wiele z tych w.w. czynności da się jakoś zorganizować. Gorzej jednak jeśli tak jak ja, jesteś odporna na laktator i nie dasz rady ściągnąć więcej niż jakieś 5-10 ml. Wtedy możesz zapomnieć o czymkolwiek, nie tylko imprezach ale także odpoczynku do momentu odstawienia dziecka od piersi. Tylko Ty bowiem przez pierwszych 6 miesięcy jesteś w stanie nakarmić swoje dziecko, a później często też w ogóle je uspokoić czy sprawić, żeby przestało płakać.

Kiedy jest koniec karmienia piersią? U nas jak Zosia odstawi się sama albo jak ja będę miała na tyle odwagi, żeby podjąć tą decyzję. Póki co nie jestem w stanie tego zrobić. Wiem jak dużo jej tym ofiarowuje, bardzo chce wierzyć, że wiele jej to daje. Ale przyrzekam wam, że co drugi dzień mam ochotę z tym skończyć. Nie mam jednak odwagi. Może byłoby mi łatwiej gdyby Zosia dała się raz na jakiś czas nakarmić butelką i mlekiem modyfikowanym. Ona jednak totalnie je odrzuca. Jestem więc matką karmiącą piersią- więc matką na pełen etat. Wrzuconą totalnie na głęboką wodę i musiejącą nauczyć się pływać bez żadnego koła ratunkowego, pozwalającego chociaż na odrobinę odpoczynku. I pływam. Na własne życzenie. Bo na prawdę uwielbiam te nasze cudowne chwile, lubię momenty kiedy ta metoda karmienia jest zdecydowanie wygodniejsza od każdej innej, lubię być najważniejsza dla swojego dziecka. Nie jest to jednak łatwe. Codziennie mam nadzieję, że na prawdę robię dla niej coś wielkiego. Ale mówię Wam szczerze- jest przekichane. Wychodzi jednak na to, że póki co ciągle minimalnie więcej w tym zalet skoro ciąglę coś nie pozwala mi przestać. Kocham więc karmienie piersią i nienawidzę jednocześnie. 

bm14_breastfeeding_1200x1118

 

Źródło obrazka: Internet