Doczekałam się

Nie pamiętam kiedy dokładnie wymarzyłam sobie takie święta. Takie…nic specjalnego. Niby zwyczajne. Wigilia jak co roku. W tym samym miejscu, te same potrawy, Ci sami ludzi. Prawie. Bo w tym roku moje Święta, niby nie różniące się zbytnio od pozostałych scenariuszem, mają zupełnie inny wymiar. Są wyjątkowe. Bo z Nią. Wreszcie!

Marzyłam całe życie o swojej rodzinie. O tym, żeby było dla kogo to wszystko. To sprzątanie, gotowanie, pieczenie, kupowanie, strojenie, pakowanie, nastrajanie już od listopada. Do tej pory niby fajnie, kocham bowiem Święta miłością absolutną bez wybrzydzania zupełnie. Ale teraz wszysto nabrało prawdziwego sensu. Bo w końcu na swoim. Bo w końcu jest Ona.Bo w końcu jesteśmy tu razem, we trójkę. W przyszłym roku będziemy stroić razem pierniczki, ubierać choinkę, przystrajać dom. W tym robię jeszcze to wszystko sama. Ale to już ostatni raz! Od tego roku tworzę nasze osobiste tradycje. Takie małe rzeczy, które obowiązkowo będziemy powtarzać rokrocznie.

Pamiętam jak do wigilijnego stołu rok temu zasiadałam z Zosią w brzuchu. W wigilię poczułam pierwsze jej kopnięcie. Wszystko wtedy było przed nami. Zamykaliśmy stare, czekaliśmy na nowe. Nie wiedzieliśmy czego się spodziewać. Czekaliśmy na nią jak na nic na świecie. Teraz jest już z nami i usiądziemy razem do wigilijnej kolacji. Pierwszej wspólnej. Otwierającej nowy rozdział w naszym życiu. Bo teraz już nie my jesteśmy dziećmi, nie my będziemy wymagać magii od naszych rodziców. Teraz to my przejmujemy pałeczkę. Teraz to wszystko na naszych głowach. A dziadkowie mogą w końcu usiąść wygodnie, odpocząć i patrzeć jak przekazujemy dalej to co przez tyle lat przekazywali nam oni. 

Z wielkim zapałem tworzę dla niej całą tą magię. Mimo, że jeszcze niewiele z tego wie. Ale piekę, gotuję, kupuję, stroję, pakuję, nastrajam już od listopada. Bo to moja nowa rola. Bardzo poważna z resztą. Rola w której się odnalazłąm. Szykowałam się do niej pół życia marząc i planując sobie w głowie. Ode mnie bowiem zależy czy Zosia pokocha Święta. I powiem Wam szczerze, że nie boję się. Wiem, że podołam. Będę rozwiewać świąteczną magię już od listopada. Ostatni rok sama. Później zawsze z Nią. Będzie kochała Święta równie mocno jak ja. 

Podaję Wam ostatni świąteczny przepis. Tym razem na bardzo świąteczne piernikowe babeczki z kremem z masła orzechowego. Są idealnie słodkie i słone zarazem. Dla mnie genialne połączenie. Do tego orzechowy posmak masła, które uwielbiam we wszelkiego rodzaju słodkościach. 

piernikowe babeczki

PIERNIKOWE BABECZKI Z KREMEM Z MASŁA ORZECHOWEGO

Składniki na babeczki (20 sztuk):

  • 200g miękkiego masła
  • 0,5 szklanki brązowego cukru
  • 2 jajka
  • 1 szklanka wody
  • 0,5 szklanki miodu
  • 2,5 szklanki mąki
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1 łyżeczka sody
  • 1 łyżeczka soli
  • 1 łyżeczka mielonego imbiru
  • 1,5 łyżeczki cynamonu
  • 2 łyżeczki przyprawy do piernika

Składniki na krem/lukier:

  • 125g miękkiego masła
  • 500g cukru pudru
  • 5 łyżeczek masła orzechowego

Przygotowanie:

  • W jednej misce ubijamy masło z cukrem na puszystą masę. Dodajemy jajka, wodę i miód. Miksujemy na gładką masę.
  • W drugiej misce mieszamy suche składniki: mąkę i przyprawy. Dosypujemy suchych składników do mokrych i miksujemy na niskich obrotach jedynie do połączenia składników.
  • Blaszkę do pieczenia babeczek wykładamy papilotkami i napełniamy masą 2/3 pijemności. Pieczemy w temperaturze 180ºC przez około 25 minut. 
  • Upieczone babeczki wykładamy na kratkę i czekamy do całkowitego ostygnięcia

Krem:

  • W misce ubijamy masło z połową szklanki cukru pudru aż będzie puszyste. Dodajemy masło orzechowe i stopniowo cukier puder. Mieszamy aż masa będzie gładka i gęsta. 
  • Jeśli masa jest zbyt rzadka dodajemy więcej cukru pudru, a jeśli nam zstyga lub jest zbyt gęsta to odrobinę mleka. 
  • Dekorujemy babeczki za pomocą rękawa cukierniczego lub co tam macie innego :) 

piernikowe babeczki piernikowe babeczki piernikowe babeczki piernikowe babeczki piernikowe babeczki piernikowe babeczki piernikowe babeczki