Nie chce mieć grzecznego dziecka

"Bądź grzeczny/a" – ile razy słyszeliście to zdanie? Ile razy sami je wypowiadaliście? A zastanawialiście się kiedyś co ono właściwie oznacza? O ile jeszcze wypowiadający mniej więcej wie o co mu chodzi o tyle dziecko słysząc takie zdanie totalnie nie ma pojęcia. Wymaga się od niego czegoś, czego chyba sami do końca nie umiemy wytłumaczyć. No bo jak zachowuje się grzeczne dziecko? Nie odzywa się, nie płacze, nie wydaje dźwięków. Najlepiej, żeby się nie ruszało i stało/leżało/siedziało dokładnie tam gdzie je zostawimy i dokładnie przez tyle czasu ile sobie tego życzymy. Głupio brzmi, nie? Ale chyba o to właśnie chodzi w pojęciu grzeczne dziecko. Razem z mężem staramy się nie używac tego określenia. Jest dla mnie totalnie głupie. Jak słyszę pytania czy "Zosia była grzeczna" zawsze pytam- "Czyli jaka konkretnie?". Pytający miesza się wtedy i uświadamia sobie, że właściwie…sam nie wie co ma na myśli. Moja odpowiedź za każdym razem brzmi tak samo: "Ona zawsze jest grzeczna". 

Zosia jest malutka i jeszcze nie bardzo ma pojęcie jaki jest sens większości wypowiadanych do niej słów ale nieco starsze dzieci doskonale wszystko łapią. I kiedy milionowy raz słyszę jak jakaś mama wypowiada magiczne zaklęcie "Bądź grzeczny", mam ochotę trzepnąć taką w głowę. A co dzieci wtedy robią? Najczęściej na kilka sekund się uspakajają. To fakt. Ale,mam wrażenie, tylko po to, żeby zastanowić się nad tym czego ta mama właściwie od nich oczekuje. I zaraz po tym jak dochodzą do wniosku, że nie mają pojęcia co zawiera się w owym byciu grzecznym, wracają do tego na czym skończyły. Mama wtedy się denerwuje, frustracja sięga zenitu bo "przecież mu mówię! A to jak grochem o ścianę!". Droga Mamo, śmiem twierdzić, że Twoje dziecko jest dużo bardziej inteligente niż myślisz i o wiele łatwiej przyjdzie mu pojąć i wziąć sobie do serca konkretne komunikaty typu "Nie krzycz tak głośno bo w autobusie są też inni ludzie, nie wolno przeszkadzać.", "Nie biegaj po sklepie bo możesz się zgubić". Bycie grzecznym niewiele dzieciom mówi. 

Według kanonu Zosia chyba nie jest grzeczna. Krzyczy, nie chce siedzieć w wózku wtedy kiedy akurat dobrze by było, żeby posiedziała (np. jak jedziemy autobusem a ja oprócz wózka mam jeszcze sto tobołów), zdarza jej się marudzić i płakać. Bywają dni, że za nic ma drzemki a wieczorem nie chce zasnąć. Często nie da się odłożyć nawet na tyle ile zajmuje zrobienie siku, mimo, że jest tuż obok mnie. Wybrzydza, nie pasują jej dziadkowie gdy trzymają ją na rękach, wszystko gryzie i wrzaskiem komunikuje swoje potrzeby. Ostatnio zanim da się uśpić płacze pół godziny. Nie w smak jej jazda samochodem na dłuższe wypady, problemem jest zapięcie jej pasami w czymkolwiek (nosidełku, wózku, krzesełku). Nie chce się ubierać, zawsze się szarpie. Gdy zmieniam jej pieluszkę wierci się i przekręca. Niegrzeczne to moje dziecko. Na prawdę. Kto chciałby takie mieć?!

A może powinnismy spojrzeć na nasze dzieci trochę inaczej? Wziąć pod uwagę to, że to po prostu jej charakter. Że taka po prostu jest. Dlaczego miałaby być taka jaką ja sobie zaprogramuję? Dlaczego miałaby zachowywać się tak, jak oczekują tego od niej inni. To wcale nie wróży dobrze na przyszość. Ona nie robi niczego złośliwie. Ani ona ani, zapewniam, żadne inne dziecko w podobnym wieku. Ona jest zwyczajnie sobą. Zosia ma mocny charakter. Potrafi upomnieć się o swoje. Nie znosi sprzeciwu. Nienawidzi czekać. Doskonale wie czego chce i chce to natychmiast. Jak coś jej nie pasuje to głośno informuje o tym wszystkich. Jej wygoda jest dla niej bardzo ważna. Jest bardzo otwarta, wesoła i uśmiechnięta. Zaczepia ludzi na mieście. Jest odważna. Mało co jest ją w stanie przestraszyć. Czy to nie są cechy dobrze lokujące na przyszłość? Cechy, które gdyby posiadał dorosły człowiek, wiadomo byłoby, że da sobie radę w życiu. 

Nie zginie to moje dziecko w tym dziwnym świecie. Tego jestem pewna. Ma po mnie silny charakter. I mimo, że czasem będzie wredną babą to trudno. Teraz jest dla nas wyzwaniem, czasem się męczymy. Ale patrząc szerzej, jeżeli to świadczy o tym, że jest niegrzeczna to chcę, żeby taka była. Mam bowiem pewność, że nie wyrośnie z niej niemrawa mimoza, którą wszyscy będą pomiatać. Ona sobie poradzi. I wierzę, że to da jej w życiu szczęście i pomoże osiągnąć wiele. Pozwalam jej być sobą starając się przy tym jak mogę wychować ją na dobrego człowieka. Mam zamiar pokazywać świat i tłumaczyć a nie wymagać niemożliwego- bycia grzeczną sprowadzając ją przy tym do poziomu półgłówka. 

niemowlę niemowlę niemowlę niemowlę

Bluza Zosi – ZARA

Opaska – UL&KA