Bo tyłem jest bezpieczniej

Dziecko rośnie, rozwija się, uczy się nowych umiejętności- raczkowanie, siadanie, stanie. Przychodzi czas na zamianę gondolki na spacerówkę, schowanie bujaczków i mat edukacyjnych, obniżenie materaca w łóżeczku na najniższy poziom, o wymianie garderoby nie wspomnę. No i wreszcie nadchodzi również chwila, kiedy nasze dziecko jest na tyle duże, że zasługuje na prawdziwy fotelik samochodowy.

My bardzo czekaliśmy na ten moment licząc, że odmieni to nieco komfort naszych podróży na lepsze. Nie tylko naszych jako rodziców ale także Zosi. Nasza córka bowiem od samego początku uważała przemieszczanie się samochodem, siedząc w nosidełku, za tortury. Darła się już po paru minutach mimo, że jeździliśmy z nią od samego początku i to dosyć dużo. Nic nie pomagało, zabawki, smoczek, zabawianie, mówienie, nasza obecność. Płacz był okrutny, spazmy wręcz aż do wyciągnięcia z nosidełka. Wtedy w sekundę spokój. I to nie o nosidełko samo w sobie tu chodziło, bo w przypiętym na stelarz wózka lubiła spacerować. Myślę, że o brak kontaktu ze światem. Nie widziała nic, poza wnętrzem samochodu. Rodzice siedzieli obok a nie można się przytulić- to denerwowało ją najbardziej. Liczyliśmy więc na to, że po wymianie fotelika na większy i wyższy coś się poprawi. Zaczeliśmy więc poszukiwania dosyć wcześnie.

Fotelików na rynku jest miliard różnych. Przeróżne firmy, modele, rozmiary no i ceny. Wchodząc do sklepu wszystkie prawie identyczne, czym się zatem kierować przy wyborze? Na co zwrócić uwagę nie mając nigdy wcześniej do czynienia z podobnym sprzętem?

Zupełnie przypadkiem trafiłam na facebooku na stronę akcji promującej bezpieczne przewożenie dzieci w samochodzie #KochamZapinam i to tam postanowiłam szukać instrukcji jak wybrać najlepszy fotelik. Wtedy właśnie rzuciło mi się zagadnienie "foteliki RWF"- czyli montowane tyłem do kierunku jazdy. Tyłem? Dziwne…do tej pory myślałam, że tyłem tylko na początku do max 13 kg. Zaczęłam szukać, czytać i już wiedziałam, że nie ma innej opcji. Zosia będzie jeździła tyłem jak najdłużej się da. 

Foteliki RWF są najbezpieczniejszymi fotelikami na rynku. Pozycja tyłem jest najbezpieczniejszą formą przewożenia dzieci w samochodzie. Najniższy współczynnik śmiertelnych wypadków samochodowych z udziałem dzieci posiadają Szwedzi. Dlaczego? Bo wożą dzieci w takiej pozycji do minimum 4 roku życia a często nawet i dłużej. 

Niestety u nas foteliki takie nie cieszą się zabytnią popularnością. Po pierwsze z niewiedzy a po drugie nie należą do najtańszych. Kosztują sporo, często nawet kilkakrotnie więcej niż te dostępne w makretach. Ludzie traktują je jak fanabierie. Jednak dla mnie życie mojego dziecka jest wartością bezcenną. Skąd wziąć pieniądze na tak drogi fotelik? Można na przykład nie kupować dziecku setnej zabawki, i tak na pewno sporo dostaje ich od dziedków czy cioć. Można też zrobić rodzinną zrzutę na jakąś okazję- chrzest, pierwsze urodziny. Cel jest szczytny więc myślę, że rodzina chętnie się dołoży.  

Ale po co przepłacać, skoro w sklepach dostępne są tańsze foteliki ale za to gorąco polecane przez sprzedawców. No i posiadające przecież sławetne 5 gwiazdek! Czyż nie gwiazdkami należy się kierować przy wyborze fotelika? Otóż właśnie nie. Co gwarantują nam gwiazdki? Niestety nic więcej jak tylko to, że fotelik nie rozleci się podczas wypadku. Wcale nie to, że nasze dziecko przeżyje. Test PLUS, czyli tzw. Złoty Standard to jest to, na co należy zwrócić uwagę. Są to testy skupiające się właśnie na tym co dzieje się z dzieckiem podczas wypadku samochodowego, a konkretnie- warunkiem jego zaliczenia jest nieprzekroczenie nacisku na szyję grożącego jej złamaniem. I tu pewnie was zaskoczę- żaden fotelik dostępny na rynku montowany przodem do kierunku jazdy nie przeszedł tego testu. ŻADEN! Nawet najdroższy i najbardziej firmowy. Za to te tyłem- owszem. 

Nie trzeba być geniuszem. Wystarczy puścić wodzę fantazji. Zacznijmy od tego jak wygląda anatomia dziecka. Jego głowa w początkowym okresie, powiedzmy do około 2 lat, stanowi praktycznie 25% masy jego ciała (dla porównania u dorosłego mężczyzny jest to jakieś 6%). Wyobraźmy sobie zatem, że zakładamy sobie na głowę w zaokrągleniu jakieś 15 dodatkowych kg. A teraz, że jedziemy w samochodzie, który wjeżdża w drzewo. Co dzieje się z nami kiedy jesteśmy zapięci przodem do kierunku jazdy? Całe nasze ciało z ogromną siłą wyrzucone jest do przodu. Głowa najpierw ciągnięta do przodu potem z impetem opada nam na klatkę piersiową, po czym wraca "na miejsce" uderzając jeszcze z potężnym impetem w zagłówek potylicą. Dodajmy jeszcze, że niemowlęta mają miękki szkielet. Tkanka chrzęstna znajdzująca się pomiędzy kręgami dziecka zaczyna kostnieć dopiero w wieku około 3 lat i trwa to do osiągnięcia pełnej dojrzałości. Podobnie z mięśniami i ścięgnami szyjnymi, które zmieniają się wraz z wiekiem. Pomyślcie zatem co może się stać podczas wypadku kiedy głowa waszego dziecka z taką wielką siłą wyrzucana jest do przodu przy nierozwiniętym jeszcze szkielecie chociażby w odcinku szyjnym. A teraz ta sama sytuacja, tylko w pozycji tyłem do kierunku jazdy. Co się dzieje? W najgorszym wypadku wbije was w fotel a cała siła uderzenia skupi się na jego oparciu.

Z tego też względu foteliki RWF są takie drogie. Wykonane są bowiem z dużo lepszych i trwalszych materiałów. Muszą przecież utrzymać siłę około tony, bo taka właśnie siła oddziałuje na fotelik/pasy/to w co dziecko uderza podczas wypadku jadąc z prędkością 60 km/h. Nie wiem jak wy ale ja osobiście wolę, żeby to fotelik przejął cały ten ciężar niż szyja i klatka piersiowa mojego dziecka. 

Jeżeli chodzi o komfort jazdy, nogi, i to co dziecko widzi lub nie widzi to już tłumaczę. Otóż jestem pewna, że na samą pozycję tyłem dziecko nie będzie narzekać. Jeżeli jest to pierwszy fotelik to zwyczajnie nie zna innej pozycji. Do tej pory (przynajmnije tak powinno być) jeździło bowiem tyłem w nosidełu. A teraz dodatkowo będzie tylko bardziej zachwcone, bo wszystko widzi! I uwierzcie mi, nie zobaczy nic dziwnego w tym, że fotelik nie jest zamontowany przodem- tamten też nie był. I nie potrzebuje wcale widzieć drogi z przodu, przecież i tak miałoby przed sobą oparcie fotela pasażera. A tak nie dość, że ma obie boczne szyby to jeszcze całą tylną dla siebie. Jeżeli chodzi o nogi, to foteliki te są skonstruowane tak, że spokojnie zmieści je tam nawet kilkulatek nie tracąc na wygodzie. 

Mnie nie trzeba było długo przekonywać. Zwłaszcza jak zobaczyłam nagrania z testów wypadkowych, które zamieszczam poniżej. Od wtedy wiedziałam, że nie ma innej opcji.

Fotelik, który wybraliśmy własciwie znalazł nas sam i jesteśmy z niego bardzo zadowoleni. Jest to BeSafe Izi Plus. Swoją droga mam nadzieję, że nigdy nam się nie przyda i nie będziemy musieli spardzać jego skuteczności. 

Jeżeli macie więcej pytań lub jakieś wątpliwości zachęcam do zagłębienia się w ten temat i do odwiedzenia bloga góru w temacie fotelików samochodowych OSIEM GWIAZDEK. Mam nadzieję, że ten wpis nieco otworzył wam oczy. Jeżeli chociaż jednego rodzica przekonałam do zmiany sposobu przewożenia dzieci w samochodzie to jestem szczęśliwa. Zachęcam do przyłączenia się do akcji #KochamZapinam. Bądźcie świadomymi i odpowiedzialnymi rodzicami bo to od was zależy bezpieczeństwo waszych dzieci. W waszych rękach jest ich życie i zdrowie. 

Be Safe Izi Plus Be Safe Izi Plus Be Safe Izi Plus Be Safe Izi Plus Be Safe Izi Plus Be Safe Izi Plus Be Safe Izi Plus