Spacerowe (nie)uroki

Praktycznie całą ciąże spędziłam patrząc na zegarek i odliczając godziny do powrotu męża z pracy. Sama nie pracowałam, więc nudziłam się okropnie. Czułam się trochę samotna mimo, że nie byłam sama. Mieszkaliśmy wtedy u teściów więc praktycznie zawsze w domu ktoś był. Mimo to nie potrafiłam sobie znaleźć miejsca ani konkretnego zajęcia umilającego, czy chociaż zapychającego czas. Owszem, robiłam te wszystkie rzeczy, które powinna robić ciężarna: spacery, jakieś ćwiczenia, relaks i odpoczynek. Ale, że ja motor w dupie mam z zasady to na miejscu nie wysiedzę. A jak już muszę to cierpię okrutnie. No i tak przecierpiałam tą ciążę ciągle czekając i odliczając czas to do przyjścia Tomka, to do wyjścia z domu, to do kolejnej wizyty u lekarza, do jakiegoś wyjazdu i wreszcie do samego porodu. Jeny jak mi się to dłużyło niemiłosiernie. Myślałam sobie wtedy "Uródź się Zośka już, będziemy spacerować całe dnie!". No bo co to za przyjemność spaceru w pojedynkę. Wyobrażałam sobie jak jedziemy spacerować nad rzeką, jak chodzimy po całym osiedlu, calutkimi dniami bo przecież to lato miało być i żal w domu siedzieć. Wyjazdy, spacery spacery i jeszcze raz spacery. Takie zdrowe i super przecież.

Ale moje dziecko najwidoczniej miało inne plany. Nie pierwszy raz z resztą. Otóż Zosia spacerom mówi stanowcze NIE! Oj jak ona nie przepada za tymi wypadami, które miały być takie dłuuuugie, częste i super. Od samego początku płacz. No na rękach czy w chuście to może nawet i ujdzie jakiś niewielki kawałek, ale w wózku?! Broń Cię Panie Boże! Wraz z wiekiem coraz dłużej potrafi w tym wózku wyleżeć. Przy aktualnych jej ponad 4 miesiącach doszliśmy do rekordowych 30 minut w porywach nawet. Choć nie codziennie. Oj nie, nie. Tak kolorowo to nie ma. I wierzcie mi- nic nie pomaga. To zawsze jest maks 30 minut. Maks! W gondoli, w nosidełku na stelażu czy w spacerówce na leżąco. Wszystko jedno. Ona leżeć w jednym miejscu nie będzie i koniec. Nawet ze stadem zabawek, które co kilka minut wyciągam po kolei co by jej się wszystkie na raz nie znudziły w sekundę. Chusta owszem, super. Bardzo często nasze zbawienie o czym kiedyś jeszcze napiszę. Ale też zaraz zaczyna się nudzić i najchętniej poszłaby sama na własnych nogach mam wrażenie. Jak jeszcze była bardzo malutka to zasypiała w niej w moment i faktycznie można było coś ogarnąć (suszenie pomidorów czy 4 godziny w IKEI z obiadem w międzyczasie). Ale teraz jak już świat taki ciekawy to w chuście też zaraz nudno- więc koniec końców spacer też nie dłużej niż 30 minut.
"Piękna pogoda! na spacer dziecko weź, do parku jedźcie", "Ooo jaki duży balkon macie! To super, możesz małą w wózku na balkonie kłaść spać". Haha wolne żarty. Do parku zanim dojdę to Zośka będzie już po 5 atakach szału a na balkon w wózku?..Musiałabym ją chyba na kocu na ten balkon wywalić, na pewno nie w wózku.
Eh jak ja zazdroszczę tym mamom z wózkami, które widzę przez okno. Spacerują sobie takie, zrelaksowane, spokojne, dziecko sobie śpi, albo leży szczęśliwe, ogląda świat i wdycha świeże powietrze. Zosia najbardziej by chciała robić wszystko po 5 minut. Powietrze owszem, może wdychać ale najlepiej tak nieświadomie przez otwarte okno. Na te spacery chodzimy, oczywiście. Wszak trzeba z dzieckiem bo zdrowo. Ale stres to jest dla mnie wielki. Zawsze dylemat w czym dzisiaj?- w gondoli, nosidełku czy w chuście (zasadniczo chusta zwykle wygrywa z samego faktu nietaszczenia wózka z drugiego piętra z dzieckiem pod pachą) i zawsze błagam pod nosem, sama nie wiem kogo bardziej- Zośkę, siebie, czy Boga, żeby tym razem spacer się udał. Żeby można było obejść kółeczko po osiedlu i wrócić radośnie bez szału, płaczu czy ostrzeżeń w postaci jęków Zosi, że czas do domu. A spróbuj nie wrócić w ciągu kilku minut po tych ostrzeżeniach! Zapomnij wtedy o spokojnym powrocie. Wtedy to już zapomnieć możesz nawet o powrocie krokiem spacerowym, choćby nie wiem jak żwawym. I tak, czasem te moje błagania na schodach zostają wysłuchane, bo wracamy bez akompaniamentu szlochu, nie wiem tylko czy to zasługa dobrotliwości mojej córki czy mojego zmieszczenia się w czasie 30 minut. Tak więc drogie przyszłe mamy, nie idealizujcie sobie za bardzo wizji spędzania czasu z dzieckiem zgodnie z planem. A obecne mamy spacerowych dzieci, cieszcie się z możliwości spokojnych wypadów.My czekamy na pierwsze kroki, może za rękę Zosia będzie miała ochotę udawać się na trochę dłuższe przechadzki.

Opowiedzcie jak to jest u Was z tymi spacerami? Może macie jakieś sprawdzone metody, które podziałają na naszą niespacerową Zosię?

 

niemowlę na spacerze niemowlę na spacerze niemowlę na spacerze niemowlę na spacerze niemowlę na spacerze niemowlę na spacerze niemowlę na spacerze niemowlę na spacerze

Malinowy kocyk Zosi – ColorStories

  • asiek

    Ja mam to szczęście, że urodziłam małego spacerowicza. Im dłuższe spacery, tym lepiej się zachowywał. Ale ale… nie obylo się bez gadżetów. Najlepiej egzamin zdały: szczeniaczek usypiaczek z FP i aplikacje na androida z melodiami usypiajacymi (morza szum, ptaków śpiew itp). Mój mały potrafił godzinami wsluchowac się w szum morskich fal, a ludzie mijając nas na chodniku że zdziwieniem wpatrywali się we wnętrze gondoli. Ot takie zaciekaiwenie wzbudzalismy na osiedlu. Polecam ;))

    • Tak, wzrok ludzi bezcenny 😀 My mamy szumisia przyczepionego do nosidełka i jak Zośce uda się usnąć w samochodzie to też jeździmy z szumem po sklepie :) Jednak na spacerze nic poza nie leżeniem w wózku jej nie uspokoi jak już wpadnie w szał :(

  • Magdalena

    Ja mam tak samo… przez pierwszy miesiąc było super mogliśmy chodzić nawet trzy godz. A teraz 30-40 min spaceru to wszystko. I niestety nie znalazlam sposobu na wydłużenie spaceru. Mam tylko nadzieje że jak już młody usiądzie i gondolę zamienimy na spacerówkę to spacery będą owiele przyjemniejsze i dłuższe. 😉 :-)

    • Też na to liczymy i wyczekujemy ze zniecierpliwieniem! :)

  • Ewa T.

    My mieliśmy tak samo :) Dlatego woziliśmy na spacery w gondoli z samochodu bo można ją było dać trochę wyżej i już coś mały więcej widział. Może trochę się poprawi jak będziesz mogła podnieść troszkę wyżej siedzenie żeby Mała mogła obserwować co jest dookoła ale wiadomo że musi być troszkę silniejsza :) No niestety u mnie do tej pory spacery wyglądają podobnie tyle że Mały biegnie obok a ja za nim z wózkiem :)

    • Haha no nic, trzeba czekać do 18-stki aż pójdą własnymi ścieżkami 😀 Ale fakt, też mam nadzieję, że jak już zacznie siedzieć w spacerówce to będzie chociaż TROCHĘ lepiej :)